Relacja z wyprawy - Spitsbrgen -Arktyka 2010
kwiecień 6th, 2011W połowie lipca 2010 r. Sebastian umieścił na forach turystycznych propozycję wyjazdu na Spitsbergen. Nie łatwo znaleźć ekipę na taki wyjazd, ale …
Jako pierwszy na ogłoszenie Sebastiana odpisał Jarek, więc było już ich dwóch, kolejnymi osobami (piszącymi do Sebastiana), które wyraziły chęć uczestnictwa w wyprawie była Ania i Natalia. Początkiem sierpnia zgłosił się Lucek i Mateusz – „bez nich wyprawa to nie byłoby to samo” – dodaje Jarek po powrocie.
Reklama : przeprowadzki
Nikt z nas się nie znał, każdy zapewne miał duże wątpliwości, ale wszyscy mieliśmy to samo marzenie – Spitsbergen. Zaraz po tym jak podjęliśmy ostateczną decyzję o wyjeździe spotkaliśmy się w Krakowie. 14 lipca zobaczyliśmy się pierwszy raz w jednej z krakowskich knajpek. Kupiliśmy bilety na lot Wrocław – Oslo (tak było najtaniej) co było równoznaczne z tym, że decyzja zapadła, chyba każdy z nas pomyślał: NIEMOŻLIWE STAJĘ SIĘ MOŻLIWE.
Reklama : rehabilitacja bobath
Główny pomysłodawca czyli Sebastian mówi: „po pierwszym spotkaniu, zakupie biletów byłem prze szczęśliwy – w końcu spełnia się moje marzenie o dalekiej północy”.
Pierwszego spotkałem Jarka – od razu odniosłem super wrażenie na jego temat – sprawiał wrażenie, że wie co robi.
Ania – konkretna dziewczyna, chcąca się dobrze przygotować do wyjazdu – na pewno dobrze jeżeli chodzi o sprzęt – jednak osobiście wiele jej nie poznałem na pierwszym spotkaniu.
Natalia – „przestraszyłem się, że taka drobna dziewczyna porywa się na taką wyprawę!”, a po wyprawie dopisuje do tego: „jednak już teraz wiem, że moje obawy były nie słuszne. Bardzo inteligentna, wydaje się świetnym kompanem do podróży w trudnych warunkach.”
Reklama : fuchs oleje
Sebastian z kolei dał po sobie poznać, że dużo podróżuje i nic mu nie jest straszne, i chyba każdy odebrał go jako wielkiego optymistę, wykorzystującego każdą wolna chwilę na rzeczy, które na prawdę lubi.
Z kolei Jarek komentuje następująco: „Wrażenia po pierwszym spotkaniu … hmmm, dziwne. Na pewno, słuchając opowieści pozostałych osób odnosiłem wrażenie, że mają już „dużo więcej” za sobą (może nie chodziło tutaj o doświadczenie, ale o inne wyprawy). Ale jak się później okazało, to nie do końca tak było. Na pewno nie przejmowałem się moją kondycją. Wiedziałem, że jest dobra i że jeśli przyjdzie taki moment kryzysowy, to trzeba będzie zacisnąć żeby i iść dalej. Tego też dnia zakupiliśmy pierwsze bilety na lot do Oslo, więc wstępnie klamka zapadła
. Tak na 99% nie było już odwrotu po zakupieniu pozostałych biletów (do Tromso i na Spits).”
Reklama : pizza vilnius
Pierwsze spotkanie pozwoliło również nam na stwierdzenie, że każdy z nas jest inny, ale dzięki temu wyprawa była jeszcze ciekawsza, każdy z nas „wnosił” coś swojego i dzięki temu nic nas nie zaskoczyło.
Kolejny raz spotkaliśmy się w Tatrach – Natalia, Jarek i Sebastian. Po tych dwóch dniach spędzonych ze sobą mogliśmy już troszkę więcej powiedzieć na swój temat:
Reklama : szkolenia tips Kraków
„Wyprawa w Tatry była sprawdzianem naszej kondycji, sprawdzianem czy do siebie pasujemy jako ekipa – uważam, że wszystko się ułożyło na prawdę świetnie, na wysokim poziomie i kondycyjnym i mentalnym. Obawiałem się przed wyjazdem, że jako pomysłodawca wyjazdy na Spits – w jakiś sposób nie dam rady, że inne osoby będą lepiej przygotowane fizycznie – jednak sądzę po wypadzie w góry, że wszystko jak najbardziej ok.”
Sebastian zwrócił jeszcze uwagę, że : „Ludzie dzielą się na takich, którzy nie wiedzą nic o tym gdzie jest Spits, co to jest… Są ludzie, którzy wspierają, podrzucają pomysły, pytają, są zaciekawieni – takie wsparcie otrzymuję od rodziców, i najbliższych przyjaciół. Są też ludzie, podróżnicy, którzy uważają nas za smarkaczy, którzy sobie wymyślili dziwne miejsce i że w żaden sposób nie damy rady, nie wiemy co robimy – strasznie to irytuje – taka opinia, jeżeli ludzie nas nie znają i nie wiedzą nic o naszej wyprawie.”
Reklama : logopeda warszawa
Na początku sierpnia poznajemy się z Luckiem i Mateuszem, którzy dołączyli do nas najpóźniej. Spędzamy wspólnie weekend w górach i w Rybniku.
Sebastian: „dobrze się dobraliśmy jeżeli chodzi o tempo chodzenia, cele – i najważniejsze, że jest wesoło. Jedyną niewiadomą, do której mamy na dzień dzisiejszy obawy to tylko Ania – nie wiele o niej wiemy…” i rzeczywiście, w trakcie pobytu na Svalbardzie widać, było, że nasza piątka jest już ”zżyta”, a Anię dopiero poznajemy.”
Kilka dni później kupiliśmy bilety Oslo – Tromso – Longyearbyen. Teraz już naprawdę klamka zapadła. Sebastian z Jarkiem zajęli się sprawami związanymi z misiami polarnymi – załatwienie pozwolenia na broń, którą będziemy pożyczać na miejscu, pisanie do tamtejszych wypożyczalni sprzętu w sprawie połtykaczy, rakietnic itd. A to wszystko tylko dlatego, żeby nas misie polarne nie zjadły
Reklama : transport na lotnisko pyrzowice
Przygotowanie naszej wyprawy to także sprawdzenie warunków klimatycznych, pogody, godzin, w których wschodzi i zachodzi słońce, załatwienie telefonu satelitarnego, sprawdzenie jakie warto wziąć pożywienie, aby było lekkie, a zarazem wysokoenergetyczne.
Planując wszystko cały czas mieliśmy na uwadze to, że musimy zmieścić się w 20 kg bagażu normalnego i 8 kg bagażu podręcznego. Nasz ekwipunek to sprzęt – namiot, maty karimaty, śpiwory, kije, obuwie, stuptuty, wodery, palniki gazowe, menażki, termosy, apteczki, duża ilość ciepłych ubrań, aparaty fotograficzne no i oczywiście jedzenie.
Reklama : meble biurowe warszawa
To wszystko początkowo wydaje się niczym strasznym, ale jak pomyślimy o tym, że przez 9 dni trekkingu będziemy musimy, to wszystko nosić to chyba każdy czuje zaniepokojenie.
Kluczową sprawą jest także odpowiednie przygotowanie również psychicznie. Zapewne każdy z nas odpowiedział sobie na pytania: czy wytrzymam 9 dni w temperaturze 0 st. lub niższej, czy jestem przygotowany na naprawdę ekstremalne warunki? czy wytrzymam ten czas bez ciepłej bieżącej wody i czy wiem jak tam będzie wyglądała higiena. Pojawiało się w między czasie jeszcze wiele innych pytań.
Reklama : integracja sensoryczna
4 września 2010 r.
O 16.00 dojeżdżamy na lotnisko we Wrocławiu, spotykamy się ze znajomymi, którzy przyjechali po nasze autko. O 17.00 odprawa, a już o 19.00 zaczynamy pierwszy etap naszej podróży na Spitsbergen czyli lot do Oslo. Dwie godziny później jesteśmy w Oslo gdzie na lotnisku spędzamy noc – dopiero z rana mamy lot do Tromso.
5 września 2010 r.
Kolejny lot Oslo – Tromso mija spokojnie, ale emocje są coraz większe. W Tromso kolejna „przesiadka” – tym razem już do Longyearbyen. Po dwóch godzinach lotu (16.00) jesteśmy na miejscu. Niesamowite emocje i pierwsze kroki na Arktyce, wszyscy jesteśmy zafascynowani, pomimo, że jest mgła i za wiele nie widać … już nam się podobało – nie byliśmy świadomi, że kolejne dni przyniosą jeszcze więcej pięknych widoków i cudownych wrażeń.
Reklama : paintball warszawa
Zaraz po wylądowaniu udaliśmy się na camping. Pracująca tam Holenderka udzieliła nam informacji dotyczących noclegu. Ponadto dała nam liczne rady na następne dni, dotyczące m.in.: sposobu organizacji wart, czy też przydatnej broni.
Rozbiliśmy namioty, zjedliśmy kolację i poszliśmy na spacerek z herbatką z prądem – mgła się rozeszła i pokazały się piękne widoki.
Sebastian: „Po wylądowaniu w Longyearbyen pierwsze wrażenie super – piękna sceneria – taka jak miała być – pogoda ciężkawa – również taka jak miała być. Rozmowy wieczorne z Holenderką dolewały oliwy do ognia i wzmagały emocje – pamiętam jak dziś, gdy opowiadała jak niebezpieczne są niedźwiedzie, jak bardzo trzeba na siebie uważać – nikt w tedy się nie uśmiechał, każdy był chyba przestraszony.”
Reklama : kancelaria adwokacka Warszawa Centrum
6 września 2010r.
Wstaliśmy rano po pierwszej nocy w temperaturze ok. 0 stopni – to pierwszy dzień naszego trekkingu – z rana było mgliście. Początkowo chcieliśmy dotrzeć do Barentsburga. Zapakowaliśmy nasze 25 – 30 kg plecaki i ruszyliśmy. Najpierw do miasteczka po broń, a później w „drogę”. Szliśmy cały czas w górę lecz mgła nie ustępowała, a widoczność była bardzo ograniczona. Okazało się, że weszliśmy bardzo stromym żlebem na półkę skalną … a wydawało nam się, że idziemy drogą :/ Mgła się rozeszła i dopiero wtedy zobaczyliśmy gdzie tak naprawdę jesteśmy. Oczywiście nie dało iść się dalej musieliśmy zejść po obsuwających się kamieniach. Zejście było o wiele trudniejsze od wyjścia. Zajęło nam to właściwie cały dzień.
Reklama ; kosmetyczka Warszawa
Stwierdziliśmy, że pójdziemy do Barentsburga wybrzeżem, dlatego rozbiliśmy „obóz” przy morzu. W tą noc pełniliśmy pierwszą wartę – 1godz 15 min i zmiana przy czym jedna osoba śpi całą noc, wymieniamy się wg ustalonej kolejki.
Humory nas nie opuszczały pomimo, tego, że nie udało nam się zacząć trasy do wyznaczonego celu.
Sebastian: „W dniu wypożyczenia broni poczułem, że wyprawa rozpoczyna się na dobre – ruszamy! Pierwsza droga do Barentsburga – ciężka, nie do przebycia – bałem się wchodzić i schodzić po piargu – myślałem tylko kiedy się to osunie i nas przygniotą kamienie – poziom adrenaliny bardzo wysoki – super! Gdy weszliśmy na „szczyt” – piękny widok, ale też rozczarowanie, że jednak trzeba zawrócić. Zdałem sobie sprawę, że jest to na prawdę dzikie miejsce… trudno trzeba znaleźć inną drogę… ta pieprzona mgła!”
Reklama : depilacja laserowa Kraków
7 września 2010r.
Drugi dzień marszu. Jeszcze z rana nie mieliśmy konkretnego planu gdzie idziemy, bo w sumie wczoraj straciliśmy dzień więc rozum podpowiadał, że może nam braknąć czasu, aby dojść i wrócić z Barentsburga.
Sebastian: „Kolejnego dnia super – idziemy piękna trasą, napotykamy pierwszego renifera – czuć Arktykę! Widoki cudowne, atmosfera super – strzelanie z broni – po raz kolejny przez chwilê nikt się nie uśmiecha – czujemy chyba respekt przed bronią palną. Gdy dochodzimy do miejsca gdzie zdaje się, że nie ma dalszej drogi – Lucek, Mateusz i Ja jednak znajdujemy – jednak prowadzi ona niestety na około, sporo trzeba przejść – szkoda, że jednak się nie zdecydowaliśmy, chyba zmęczenie dało się we znaki, no i osoba osłabiająca grupę – Ania. Noc cudowna, zaczyna padać śnieg, jest zimno, moja jedyna warta na tym wyjeździe – nie zapomnę do końca życia, dookoła cisza, ogromne przestrzenie, całkowita dzicz.”
Reklama : neurolog dziecięcy warszawa
8 września 2010r.
Wstajemy rana i pierwsze co widzimy to śnieg. Zjedliśmy śniadanko i kierowaliśmy się w dół do miasteczka. Miał być spokojny dzień, ale schodząc w dół naszą uwagę przyciągnął Lodowiec, na który weszliśmy najpierw bez plecaków. Po wyjściu na szczyt zobaczyliśmy „Svalbard z góry” co było niesamowite, dlatego też zeszliśmy na dół zabraliśmy plecaki i wdrapaliśmy się na niego z powrotem. Szliśmy płaskowyżem w kierunku odległej stacji badawczej. Co chwilę spotykaliśmy renifery. Bardzo zmęczeni na koniec dnia doszliśmy do celu czyli wspomnianej stacji, lecz okazało się, że tam nie możemy się rozbić. Człowiek tam pracujący wydrukował nam mapkę i udaliśmy się w miejsce wskazane przez niego na nocleg. Byliśmy dziś bardzo zmęczeni. Miejsce, które wybraliśmy na nocleg wydawało nam się w miarę bezpieczne, w związku z czym postanowiliśmy, że tego dnia nie będziemy pełnić wart..
Reklama : kowalstwo artystyczne warszawa
Sebastian: „Kolejnego dnia wchodzimy lodowcem na „plato” – jeszcze bardziej czuć arktyczną atmosferę – lodowiec, piękna pogoda, przyroda, renifery – TAK MIAŁO BYĆ! Dochodzimy do „NASA” – na całym wyjeździe cenię sobie najbardziej wszystko czego człowiek nie zmienił, niż to co człowiek stworzył – więc „NASA” fajne, ale można się bez tego obyć”.
Reklama : neurologia warszawa
9 września 2010r.
Spaliśmy do 10.30 odsypiając 3 dni męczącego marszu. Na zewnątrz śnieżek i delikatny mrozik. Zjedliśmy śniadanie i poszliśmy do Longyearbyen. Obóz pozostawiliśmy w tym samym miejscu. W miasteczku wysłaliśmy kartki, zjedliśmy jak dla nas drogie jogurty, banany, chleb i colę
Po „obiadku” udaliśmy się do kościoła. W kościółku, a właściwie w świetlicy przykościelnej spotkaliśmy sympatyczną Litwinkę, która udzieliła nam wiele informacji o Spitsbergenie, m.in. dowiedzieliśmy się, że nie można się rozbijać na trawie, bo większość roślin jest pod ochroną, a my oczywiście do tej pory prawie każdy nasz „obóz” umiejscawialiśmy właśnie w takich miejscach.
Reklama : gadżety promocyjne
W dniu dzisiejszym przede wszystkim odpoczęliśmy chodząc bez plecaków, oraz rozgrzewając się w plebanii.
„Nowością” dnia dzisiejszego był spotkany lis polarny, którego widzieliśmy pierwszy raz. Wieczorkiem „impreza” w namiociku czyli dużo śmiechu.
Sebastian: „Miasteczko Longyearbyen – super atmosfera, super ludzie – Tutaj mogę żyć, tutaj mogę mieszkać – miejsce marzenie! Kościół – miła atmosfera – nigdy wcześniej nie wyobrażałem sobie, że w takim miejscu się znajdę – kościół – nie jako firma, miejsce gdzie każdy od nas coś chce – kościół, który po prostu może dać schronienie, jest stworzony dla ludzi, nie jak w Polsce głównie dla księży”. W dniu dzisiejszym również „odwiedzamy Światowy Bank Nasion – …nie trzeba komentować – „żałosny jak Global Seat Voult”
, podobnie komentuje to Jarek: „- Globalny Bank Nasion – od momentu zobaczenia budowli tego cudownego schronu (który na zdjęciach wyglądał super, a w rzeczywistości … skoda gadać) przyjęło się powiedzenie Lucka „żenujący jak Global Seed Valut””
Reklama : auto gaz katowice
10 września 2010r.
Kolejna noc bez warty więc mieliśmy okazję się wyspać. Popatrzyliśmy na mapę i zaplanowaliśmy na dziś wyjście na lodowiec. Idąc w jego kierunku musieliśmy przejść obok kościółka, wiec oczywiście skorzystaliśmy z okazji żeby coś zjeść w ciepłej świetlicy. Tamtejszy ksiądz protestancki jest bardzo sympatyczny i nigdy nam nic powiedział jak odwiedzaliśmy to miejsce. Po obiadku poszliśmy na lodowiec. To było coś niesamowitego !!! Nagle mgła się rozeszła, pojawiły się niesamowite widoki. Wszędzie biało w oddali zachodzące słońce – każdy był pod niesamowitym wrażeniem… Próbowaliśmy zjeżdżać z lodowca na workach lecz nasze próby marnie się kończyły.
Z lodowca zeszliśmy ok. 22.00, nie mieliśmy już siły na szukanie noclegu, nie mieliśmy też siły na nocną wartę, dlatego rozbiliśmy nasze namioty w opuszczonych klatkach dla psów. Nie było to przyjemne miejsce, budziło grozę i zniesmaczenie (szczególnie u Lucka), ale było w nich w miarę bezpieczne (dzięki takiemu rozwiązaniu znów mogliśmy odpuścić sobie pełnienie wart).
arktyka-2010#ixzz1Iknxfg92